Zapomniany „List 2000” – jak trockistowski KOR wygrał propagandową wojnę z „endokomuną”


Zapomniany „List 2000” (1976) był głosem krytyki stosunków społecznych, które pojawiły się w PRL za czasów Gierka. Dziś jest on niewygodnym dowodem na to, że Polacy mogli znakomicie obyć się bez „kolorowych rewolucjonistów”, ufundowanych im przez CIA i Watykan, samodzielnie reformując własne państwo – bez oglądania się na suflerów z Radia Wolna Europa. Bunt robotniczy, któremu (dzięki amerykańskiej [RWE] i kościelnej propagandzie) przyklejono niepolską głowę KOR, mógł potoczyć się w zupełnie innym kierunku, wytyczonym przez „endokomunę” – a więc głowę polską. Ponieważ nie każdemu zechce się czytać cały tekst, a z listem definitywnie warto się zapoznać, oto bezpośrednie łącze do jego treści: List 2000, Rzeczywistość nr 12/1981. Dlaczego ten tekst publikuję w kolejną rocznicę wprowadzenia stanu wojennego? Ponieważ ciąg zdarzeń, które do Stanu Wojennego doprowadziły, mimo, że zaczął się w rzeczywistości około roku 1968, kiedy wykreowano przyszłych liderów opozycji „demokratycznej”, śmiertelnie groźny dla narodu polskiego kształt przybrał dopiero wtedy, gdy wygenerowano masowe niezadowolenie społeczne, którym ci liderzy mieli zarządzać. Rokiem przełomowym był właśnie rok 1976 i mające w nim miejsce otwarte bunty robotnicze (Radom i „Ursus”). W jednej z kolejnych publikacji na PMN zajmiemy się dokładniej genezą ekonomiczną zdarzeń z roku 1976, tymczasem zachęcam do lektury „endokomunistycznej” krytyki „błędów i wypaczeń” ekipy Gierka.

List 2000, sfałszowany przez Wikipedię cytat. Kliknij aby zobaczy obraz w pełnych rozmiarach
Jeszcze tylko mała uwaga. Z nieznanych przyczyn Wikipedia zafałszowuje treść listu, powołując się na fragment nie występujący w nim pierwotnie. W zmyślonym cytacie na Wikipedii pojawia się nazwa „ROPCiO”, co jest niemożliwe, jeśli wziąć pod uwagę, że list powstał w 1976 a ROPCiO w 1977. W sfałszowanym cytacie jest mowa o „KSS KOR”, przy czym to określenie pojawiło się w 1977, wcześniej używano nazwy „KOR”. Po co komu tak nieudolne fałszerstwo w tak marginalnej (zdawałoby się) sprawie? Sfałszowanie listu przez „Rzeczywistość” jest mało prawdopodobne także dlatego, że takiego cytatu, jak powyższy nie mieliby powodu w 1981 roku usuwać, prędzej by go dodali. Jeśli ktoś ma oryginał listu i mógłby go zeskanować – będę bardzo wdzięczny.

p.e.1984

Zapomniany list, albo – niedaleko pada Kuroń od Gontarza….

Tytuł oryginalny: Zapomniany list, albo – niedaleko pada Kuroń od Gontarza….
Autor: tad9
Źródło: Zapomniany list, albo – niedaleko pada Kuroń od Gontarza….

Kraj cały intensywnie obchodzi okrągłą rocznicę „marca 68”. Oczywiście obchody byłyby jeszcze barwniejsze, gdyby władzę utrzymał PiS. Nasłuchalibyśmy się wtedy do rozpuku o przeróżnych analogiach łączących rok 2008 z rokiem 1968, niestety – PiS władzę utracił i musimy (niemal) obejść się smakiem. Ale i tak jest ciekawie. Sprawę  obywatelstwa marcowych emigrantów szczęśliwie załatwiono, pozostały jednak inne rewindykacje. Byłoby, na przykład miłym gestem ze strony władz ZSMP, gdyby przywróciły członkostwo Janowi Lityńskiemu i Eugeniuszowi Smolarowi. Co prawda wylano ich jeszcze z ZMS, ale w końcu ZSMP jest bezpośrednim następcą tej organizacji. Czy jednak po tylu latach takie rzeczy coś dla kogoś znaczą?

Znaczą, znaczą… Czterdzieści lat to, zdawałoby się prehistoria, coś jak wojny punickie, ale to przecież złudzenie. O czym łatwo się przekonać. Oto niedawno, na jakimś SLD-owskim sabacie pojawił się nie kto inny, tyko sam Andrzej Werblan. Andrzej Werblan! A więc takie figury ciągle są na chodzie? Gdybym spotkał w parku brontozaura nie byłbym zaskoczony mocniej, niż przy spotkaniu oko w oko z żywym Werblanem. Toż to chodząca historia PZPR! W partii od początku (a wcześniej zdążył jeszcze poinfiltrować w interesie komunistów PPS) i zawsze trzymał ideologiczny pion. Można wręcz powiedzieć, że sam ten pion ustawiał, jako spec od propagandy w KC, redaktor naczelny „Nowych Dróg” i dyrektor Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu (zapytacie dlaczego w roku 2008 SLD sięga po tego rodzaju jaszczura? Cóż, uważam, że Werblan pasuje do tej partii jak ulał).

To Werblan właśnie opracował oficjalną wykładnię „marca”. Mam to gdzieś na półce. Niezbyt dobrze pisze się tam o rewizjonistach i syjonistach (bez używania tej nazwy), a tu jak raz rewizjoniści i syjoniści wrócili niedawno na łono partii tworząc LiD. I kto wie czy nie doszłoby na tym tle do jakichś nieprzyjemnych zgrzytów, gdyby ktoś powyciągał teraz Werblanowi przeróżne zaszłości, ale – bądźmy spokojni. W tym towarzystwie wszyscy wiedzą co, komu i kiedy można wyciągnąć. Skoro odpuszczono antysyjonistyczne zaangażowanie Jaruzelskiemu, to i Werblan się prześliźnie do raju „ludzi honoru”. Ostatecznie, jak wiadomo dziś pogrobowcami Moczara nie są panowie Jaruzelski, Werblan czy – powiedzmy – p. Majkowski z „Amicus Europae”, ale – „prawica”. Cuda dialektyki.  

Nie wspominam o tych cudach bez powodu, bo wyżej przesadziłem nieco z tą posuchą na analogie między rokiem 1968 a rokiem 2008. Analogie takie – jednak – się pojawiają. Tworzy je swoim zwyczajem Adam Michnik, który jadąc na Gombrowiczu elegancko połączył Moczara z Giertychem (czy także z PiS?). Dla Michnika wszystko wcielenia Chama i Ciemniaka sięgających w Polsce po władzę (1). Przed Chamem i Ciemniakiem ratuje Polskę Michnik. W latach 60-tych ubiegłego W latach 60-tych ubiegłego wieku formacja Chamów i Ciemniaków sięgnęła po ułański mundur oraz ryngraf i przyjęła postać „endokomuny”. Dziękuję Michnikowi za termin „endokomuna”, bo – niejako – „legalizuje” on termin „żydokomuna”. Ostatecznie w jednym i w drugim przypadku mamy do czynienia ze swego rodzaju subkulturą w ramach elity PRL. Obydwie subkultury, choć w różnym czasie usiłowały jakoś zaadaptować się do kultury tubylczej głównego nurtu, co – faktycznie – można nazwać metaforycznie sięganiem po ułański mundur wraz z ryngrafem…

Dziś widać, że w ostatecznym rozrachunku na interesie z mundurami ryngrafami lepiej od „endokomuny” wyszła „żydokomuna”, która te gadżety zaczęła przymierzać gdzieś tak od połowy lat 70-tych ubiegłego wieku, a później nawet poleżała parę lat krzyżem w kościele. I – opłaciło się… „Endokomuna” tkwi w pohańbieniu, a „żydokimuna” ma się jak pączek w maśle. Nam zaś pozostał w spadku wyprodukowany przez „żydokomunę” zestaw budujących tekstów patriotyczno – dewocyjnych w stylu: „Przesłanie romantyków – jak myślę – to przypomnienie, że sens bycia Polakiem niemożliwy jest do zrozumienia i ogarnięcia bez zrozumienia sensu Krzyża. W tym znaczeniu – przypomniał o tym Papież Jan Paweł II na Placu Zywcięstwa – bez Krzyża niepodobna pojąć kondycji duchowej tego narodu. Bez Krzyża, który jest symbolem cierpienia, ale i symbolem Dobrej Nowiny”. (2)

Do dziś istnieją ludzie zafiksowani na latach 80-tych, którzy mają do przedstawicieli „żydokomuny” pretensje, o to, że nie jest już taka, jaka była w tamtym czasie. Nie mogą zrozumieć biedni fiksanci, że chodziło tylko o „mądrość etapu”… Wracajmy jednak do „endokomuny”. Podobnie jak „żydokomuna” miała „endokomuna” ambicje intelektualne. Swoje losy z „endokomuną” tacy intelektualiści i artyści jak p. Ryszard Gontarz, p. Ryszard Filipski – aktor, czy p. Bohdan Poręba – reżyser (zainteresowanych informuję, że reż. Poręba żyje i tworzy. Niedawno nakręcił film „Zmartwychwstanie” na podstawie sztuki p. Ogińskiej, prywatnie – żony Ryszarda Filipskiego. Co najmniej jeden polonijny dziennikarz uznał „Zmartwychwstanie” za skończone arcydzieło. Na swój następny projekt p. Poręba potrzebuje około 15 milionów dolarów w związku z czym szuka sponsorów). Za najsłynniejszy organ tej sotni uchodzi pismo „Rzeczywistość”, które pojawiło się na początku lat 80-tych (uwadze zwolenników teorii jakoby to Żydzi trzymali cała prasę polecam fakt, że redaktorzy „Rzeczywistości” nazywali się – jeden – Tycner, a drugi – Pardus). I właśnie z „Rzeczywistości” wyciągam dziś pewną ciekawostkę, ale najpierw – krótki wstęp…

Otóż, jak wiadomo jednym z ulubionych sposobów działania środowisk, którym nie podobało się takie czy inne posunięcie władz PRL było pisanie zbiorowych listów.

Listy te nie były znów tak liczne, w związku z czym każdy odnotowany jest skrzętnie przez historyków i pamięć o nim – jakoś tam – funkcjonuje w publicznym obiegu. Z pewnym wyjątkiem.  Chodzi mi o tzw. „List 2000”. Kto o nim słyszał? Nawet w internecie, w którym – zdawałoby się – jest wszystko, o „liście 2000” (niemal) głucho (chociaż – może niedokładnie szukałem). Krótką wzmiankę  znaleźć można jedynie w Wikipedii, w biogramie Ryszarda Filipskiego. A skoro pojawia się Filipski, to już wiadomo – „List 2000” wypuściło środowisko „endokomuny”. Tak właśnie było. List pojawił się po tzw. „wydarzeniach w Radomiu i Ursusie”, a więc pod wpływem tego samego impulsu, który zrodził KOR. Poniżej, dla zabawy i nauki przepisuję pracowicie treść „Listu 2000”:

List 2000, Rzeczywistość nr 12/1981

„W czerwcu 1976 roku podjęto decyzję podniesienia cen podstawowych artykułów żywnościowych. Bez względu na uzasadnienie ekonomiczne decyzja ta dowiodła, że kierownictwo partii i państwa nie ma rozeznania w nastrojach ludzi pracy, że zaufanie i poparcie jakie naród udzielił temu kierownictwu w grudniu 1970 r. zostało wyczerpane, że naruszony został autorytet nie tylko poszczególnych ludzi na szczytach aparatu władzy, ale wręcz najwyższych instancji, nie wyłączając Sejmu PRL.

Dramatyczne wydarzenia w Radomiu i Ursusie a także wyrażane w formie strajków i rezolucji protesty wielu załóg robotniczych spowodowały cofnięcie decyzji o podwyżce cen.

Z tej gorzkiej lekcji władze nie wyciągnęły żadnych wniosków. Podtrzymana została z całą mocą teza o słuszności decyzji. Winą za powstałą sytuację obarczono warchołów, grupki notorycznych kryminalistów, elementy pasożytnicze. Są to nie tylko absurdy, ale i obelgi pod adresem klasy robotniczej. Również absurdalna, przypominające do złudzenia metody z tzw. minionego okresu, była akcja wieców protestacyjnych przeciwko „warchołom”, na których uchwalano rezolucje popierające decyzję podwyżki cen.

Próba podzielenia klasy robotniczej, podzielenia jej na lojalnych i posłusznych oraz warchołów była błędem najcięższym i najbardziej brzemiennym w skutki. To nie elementy warcholskie uniemożliwiły wprowadzenie podwyżki cen, i nie sprawa warchołów była głównym problemem Polski w czerwcu 1976 roku.

Klasa robotnicza, naród, oczekiwały prawdy. Ujawnienie przyczyn spadku stopy życiowej, kryzysowej sytuacji na rynku, a także wielu innych negatywnych zjawisk w życiu naszego kraju. Wydarzenia czerwcowe były nie tylko sprzeciwem wobec podwyżki cen, lecz także wyrazem niezadowolenia mas. Rozpatrywać je należy jako przejaw kryzysu moralno-politycznego, a nie tylko ekonomicznego. Prymitywna, sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem propaganda, próby zastraszania, nie mogły doprowadzić do odbudowania potężnie nadszarpniętego autorytetu władzy. Przeciwnie, nastąpiła dalsza radykalizacja niezadowolonych. Jest sprawą bolesną, że radykalizacja ta przybiera często formy szkodliwe nie tylko z punktu widzenia sytuacji ekonomicznej kraju, ale także przyszłości naszej ojczyzny. Mamy tu na myśli coraz częściej występujące zjawiska łamania dyscypliny społecznej, brakoróbstwa zakrawającego wręcz na sabotaż, nieposzanowania mienia społecznego, nieuznawania żadnych autorytetów – a więc zjawiska postępującej demoralizacji, której skutki znacznie trudniej naprawić niż błędy w polityce ekonomicznej. Partia dysponuje środkami, aby spełnić podstawowe postulaty klasy robotniczej i narodu, i musi to uczynić. W przeciwnym razie utraci nie tylko zdolność, ale i moralne prawo przewodzenia narodowi, z siły przodującej stanie się hamującą. Oznaczałoby to zaprzepaszczenie nie tylko dorobku trzydziestu dwu lat Polski Ludowej, ale także walki wielu pokoleń patriotów i rewolucjonistów polskich. Do tego dopuścić nie wolno. Każdy z nas czyni co w jego mocy, aby niebezpieczeństwu takiemu zapobiec. Uważamy za swój patriotyczny obowiązek domagać się:

1. Prawdy w życiu narodu, partii i państwa; prawdziwej informacji o stanie kraju, nie tylko od święta, ale na co dzień, systematycznej i wszechstronnej.

2. Demokratyzacji życia społeczno politycznego, a nade wszystko

– przestrzegania zasad demokracji wewnątrzpartyjnej

– zagwarantowania praw należnym organom przedstawicielskim zgodnie z podstawową zasadą ustroju – ludowładztwem

– zmiany modelu propagandy, w tym szczególnie przekształcenia środków społecznych przekazu w źródło rzeczowej, wszechstronnej, uczciwej informacji

3. Przekształcenie zbiurokratyzowanych związków zawodowych – zgodnie z koncepcją leninowską – z przybudówki administracji państwowej w rzeczywistego reprezentanta ludzi pracy, obrońcę pracujących przed biurokracją państwową.

4. Przedstawienia narodowi za pośrednictwem środków przekazu, całej prawdy o stanie gospodarki, przyczynach kryzysu i środkach jakie są, lub będą podjęte do przezwyciężenia go – nawet jeśli prawda ta będzie bolesna, trudna do przyjęcia, nawet jeśli trzeba będzie naruszyć autorytet ludzi z najwyższego szczebla aparatu władzy.

5. Dokonania oceny ekonomicznej, moralnej i politycznej wydarzeń czerwcowych i przedstawienia tej oceny narodowi wraz z informacją jakie środki zostały przedsięwzięte, aby nie powtórzyła się sytuacja,  w której robotnicy będą zmuszeni do czynnego wystąpienia przeciw władzy i jej decyzjom.

6. Równości wobec prawa dla wszystkich obywateli bez względu na stanowisko i zasługi. Tylko taka władza, która przestrzega tej zasady, ma moralne prawo żądać od obywateli poszanowania norm prawnych.

7. Usunięcia rażących niesprawiedliwości w podziale dochodu narodowego. Wyrażają się one najjaskrawiej w jednoczesnym występowaniu w Polsce bieguna biedy (obietnica podniesienia emerytur w r.1980 do 1800 zł) i bieguna bogactwa (luksusowe wille, olbrzymie i stale rosnące konta)

8. Podjęcia zdecydowanych działań dla moralnej naprawy warstwy ludzi sprawujących władzę:

a  zbadania źródeł wzbogacania się wszystkich ludzi pełniących funkcje w organizacjach społecznych i administracji państwowej

b  podjęcia zdecydowanych działań w celu odebrania bogactw nieprawnie zgromadzonych

c   stworzenia warunków uniemożliwiających czerpanie bezprawnych zysków z dobra ogólnego

d   usunięcie ze stanowisk tych wszystkich synów ludu, którzy tak dalece oderwali się od własnej klasy, że przyjęli model życia wydziedziczonych przez lud wyzyskiwaczy

e   weryfikacji kadr kierowniczych wszystkich szczebli pod kątem kwalifikacji fachowych, moralnych i ideowych.

9. Domagamy się nadto – choć brzmi to jak gorzka ironia – prawa głosu dla ludzi, których krytycyzm wobec zła w naszym życiu wynika z troski o sprawiedliwość społeczną, o naprawę socjalizmu w Polsce. Dla tych, którzy nigdy, w żadnej sytuacji nie wejdą w sojusze z wrogimi Polsce siłami; którzy nie są ptakami przelotnymi na tej ziemi i czują się współodpowiedzialni za jej losy. Żądamy nie tylko prawa do krytycznej analizy, ale także prawa do obrony naszego wspólnego domu – Polski Ludowej. Gdy zmusza się do milczenia tych, którzy chcą budować – nieodmiennie głos zabierają ci, którzy chcą niszczyć

Naród nasz potrafi jednoczyć się w chwilach trudnych. Przeżywamy trudne chwile. Nie chcemy nigdy więcej przeżyć chwil tragicznych. Jesteśmy przekonani, że Polacy potrafią sprostać powadze sytuacji. Muszą jej także sprostać ludzie sprawujący władzę. Tylko spełnienie żądań narodu pozwoli przezwyciężyć kryzys. Ci, którzy tego nie rozumieją – lub przekonani są, że mają monopol na rozum, a naród do nich nie dorósł, rozumieć nie chcą – muszą odejść, choćby w przeszłości mieli największe dla ojczyzny zasługi!

Warszawa, grudzień 1976 roku” (3)

…..


Witam wszystkich wytrwałych czytelników, którzy przegryźli się przez list i dobrnęli aż tutaj (cwaniaków, którzy list przeskoczyli i też tutaj dotarli również witam, ale – mniej wylewnie). Znając treść listu możemy się pozastanawiać dlaczego historia o nim – niemal – milczy. Kto wie,  może jest tak dlatego, że list nie pasuje do „imidżu” „moczarowców”? Przecież, zważywszy na to, co się dziś o nich mówi, powinni raczej stać wśród organizatorów wieców poparcia dla rządu i partii. A tymczasem – coś takiego… Krytyka prowadzona bez wątpienia z pozycji partyjnego betonu nie odbiega dramatycznie swym stylem od dokumentów produkowanych przez „opozycję demokratyczną”. Ktoś mógłby wiec sobie pomyśleć, że ta „demokratyczna opozycja” nie była znów taka opozycyjna, i, że w ogóle  Kuroń nie pada od Gontarza tak daleko, jakby można sądzić.. I po co by nam to było?

Przypisy

1. A. Michnik, Dziady z dynamitu, GW, 30.01.2008

2. A. Michnik, Powstanie listopadowe, Krytyka nr 17, za: Z. Krasnodębski, Demokracja peryferii, s.87)

3. „List 2000” podaję za „Rzeczywistość” nr.12

Reklamy

2 thoughts on “Zapomniany „List 2000” – jak trockistowski KOR wygrał propagandową wojnę z „endokomuną”

  1. Ameryki pewnie nie odkryję, ale gdyby zdobyć choć sygnaturę zespołu, można by popróbować szczęścia na http://szukajwarchiwach.pl

    P.S. Przy okazji wielka prośba – czy nie można by umieszczać na PMN albo u Palmera informacji nt. tekstów publikowanych na innych serwisach (jakiś RSS)? Myślę, że nie jestem jedyną osobą, której zależy na tym, by żaden tekst autorstwa Palmera/Redakcji PMN jej nie umknął.

    Pozdrowienia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s